I przyszły mi wreszcie

te spóźnione noce listopadowe

choć grudzień tuż za rogiem

jedną nogą już bliżej

I wzdycham z balkonu

do pomarańczowych kropek latarnii

i liczę światła w oknach bez firan

do Poświatowskiej i Twardowskiego

do zimnej kawy z mlekiem

albo mleka z kawą

do szronu na dachach nad ranem

i mgły gdy zmrok

Czy gdybyś mieszkał tuż obok

umiałbyś to zobaczyć?

W podróżach długich, choć wcale nie dalekich, toczą bój myśli co mogłoby, a nie jest. Urządziłam już dla nas mieszkanie i wybrałam imię dla dzieci, znalazłam pracę, wyceniłam szarlotkę w pobliskiej kawiarni, co więcej przyrządziłam nawet śniadanie w pierwszy ranek naszego nowego domu.
Byłbyś mi na jesień jak wiosna, jak dzisiejsze niebo tuż po osiemnastej i mogłbyś mieć imię wszystkich moich rzeczy które kocham poza Tobą.
Czy życie wyreżyseruje mi w końcu coś innego niż o czym do tej pory marzyłam? Halo, jestem gotowa.

Ja chciałabym trochę nawet bardziej niż żółć o wschodzie i purpurę o zmierzchu, nawet mocniej niż spacery po dachu, króliczą sierść nad pępkiem i chmury przed burzą. Pozwoliłabym Ci mówić, że tytoń wypala mi płuca, słuchałabym tylko ciszy bez zapewnień, że przecież nic się nie działo, chociaż wiem jak bardzo chciałbyś mi powiedzieć, że to miejsce zabrało mnie całą.

Prowadziłabym Cię przez ulice, którymi idę po raz pierwszy i przez te, którymi już szłam, chociaż nie pamiętam. Mówilabym Ci o rzeczach z wczoraj i przedwczoraj, a Ty sluchałbys wiedząc, że jak nie wiem to zmyślam. Zrobiłabym bardziej, częściej i mocniej, gdybym wiedziała, że wtedy trzeba było. Teraz zrobi to ktoś inny.
Ucieczki bez mety nigdy się nie kończą, choć tak bardzo chciałabym teraz nie zacząć uciekać.

Ale proszę, pozwól mi stworzyć nowe

Urywanie snów tuż przed północą, bo za oknem wreszcie cisza i tylko neony z budynków, pasażerowie pędzący do nocnego 255 i puste reagana – to wszystko, tak nagle do mnie przyszło, by móc popieprzyć coś w pamiętnikach. Jak bardzo byłam niezdarna wybierając sobie pustą skrzynkę, samotne wieczory i pościel jedynie o zapachu płynu do płukania? Jak bardzo skurczyłam dopiątkowe tęsknoty, całowane czoło i treści do bycia tutaj?

Wciąż potrzebuję zostawiać szminkę na szyi z gęsią skórką, mówienia „oh, słyszysz, że on śpiewa o nas?” i zatrzymywania oddechu przy palcach na pępku. Uprawianie wspomnień to super sprawa, ale proszę, pozwól mi stworzyć nowe.

to, co sami przed sobą ukrywamy

Jaki okres sprawdzalności przypisywać scenariuszom sennym? Jeśli śniłam o hańbie w poniedziałkową noc, to gdy jest niedziela mam się jeszcze obawiać? Czy ona już była, a ja nie widziałam? Ile można wypleść obrazów w głowie, tak bardzo odkrywających to, co sami przed sobą ukrywamy? I jak składać obietnice skoro sami siebie nie znamy? Tak duszno pod kołdrą w tę noc, kiedy wszystko, co wiem to „nie wiem”.

 

Czytam i mówię sobie do ciebie

Przecież, tak czy inaczej, nasze zachowania względem siebie to pasmo niezręczności. Dłubiemy sobie nawzajem w sercach, w oczach, w wątrobach, straszymy się, sprawdzamy, przewiercamy na wylot. Duchowa strona człowieka nie podlega żadnej ochronie. To aż śmieszne: na robienie zwykłych domięśniowych zastrzyków trzeba mieć specjalne pozwolenie, ale majstrować przy duszy ludzkiej może praktycznie każdy, kto zechce: ksiądz, agitator, kochanek, przechodzeń. nikt.

Osiecka A.

Ludzie zapominają otwierać paczki z niespodziankami, myślą sobie: jutro, między mięsem na śniadanie a drogą powrotną do domów je odbierzemy, ale później fruwają po głowie inne sprawy, no i zapominają. A listy drżą z obawy, że wypłowieją im te słowa, zniekształcone chwile unieważnią, że odcisk prawego małego palca się odlepi, a oddechy uciekną przez kopertę. Listy czekają w ciemności, nie chcą wracać do domów. Pamiętaj.